Paweł Łoś: Firma B&R od początku zrobiła na mnie duże wrażenie, dlatego pod koniec 1999 roku zgłosiłem się do B&R w Austrii, wtedy nie było jeszcze siedziby w Polsce, z chęcią podjęcia współpracy. Na rozmowę o pracę w Austrii wybrałem się wraz z rodziną samochodem. Niestety na trasie samochód miał awarię, jakieś 250 km od celu – fabryki B&R, a na pomoc drogową nie mogłem liczyć, zaproponowali holowanie i naprawę dopiero po weekendzie. Pogodzony z porażką, że nie uda mi się dotrzeć na rozmowę, zadzwoniłem do osoby, z którą byłem umówiony. Tutaj spotkało mnie zaskoczenie, gdyż ta osoba powiedziała, że wsiada w samochód i po mnie jedzie. Tak, 250 km w jedną stronę. W tym czasie mogłem odstawić rodzinę do pobliskiego pensjonatu. Na rozmowę, dotarłem więc mocno spóźniony o 4 godziny, ale po godzinie rozmowy dostałem propozycję pracy najpierw w Austrii, a później w Polsce, po stworzeniu oddziału.
Osobą, która mnie odebrała, a później odwiozła do czekającej na mnie rodziny, był nie kto inny, jak mój obecny przełożony z Austrii, z którym współpracuję już od ponad 22 lat. Ta sytuacja udowodniła, że nie ma trudności, których nie można przezwyciężyć, a relacje, które się rodzą w trudnych okolicznościach mają potencjał na bycie bardzo trwałymi.